Menu

Widzi mnie się

Blog o wszystkim - mimo braku takiej kategorii, bo nie lubię być szufladkowana

Przed feriami

widzimniesie

Za chwilę zaczynają się ferie zimowe. Miałam nadzieję wyskoczyć z dzieckiem do Szklarskiej Poręby, ale jak oglądam filmy z dzisiejszego dnia z kamer internetowych to nie wygląda to zachęcająco :( Od dwóch dni miał tam sypać śnieg, a z tego co widzę jest mgła, jest szaro, bez śniegu poza tym na stokach i na szczytach. A zatem widoki do kitu, stoki pewnie będą zatłoczone, a spacery przy takiej pogodzie jakoś nie są zachęcające :( Hmmm.... Ciekawe czy w ciągu kilku dni coś się zmieni. Chyba na wszelki wypadek muszę opracować plan B... Albo z uporem brnąć w plan A, a później wyskoczyć do term ogrzać się i poprawić humor...

Wsparcie

widzimniesie

Miło i szlachetnie jest służyć wsparciem innym, ale dobrze też móc w razie potrzeby móc liczyć na wsparcie ze strony innych. Ostatnio, przy okazji tworzenia u nas nowego działu "wsparciowego" zastanawiałam się jak to jest u mnie z tym wspieraniem. I powiem tak: albo mnie dopadła jakaś depresja i wszystko widzę w ponurych barwach, albo nie jest dobrze. Kiedy ktoś mnie o coś prosi, to lecę z pomocą. Czasem wystarczy wysłuchać, czasem pogadać, czasem pomóc załatwić jakieś sprawy osobiście albo podzwonić. Gorzej jak to ja czegoś potrzebuję. Wtedy nagle okazuje się, że wszyscy są czymś zajęci, albo słyszę odpowiedzi, że się na tym nie znają, więc żebym pogadała z bliżej nieokreślonym "kimś innym". I zwykle kończy się tym, że załatwiam sama, szukam odpowiedzi w sieci, albo obdzwaniam instytucje czy firmy, które mogą mi pomóc. I pal licho jeszcze jak sprawa dotyczy rzeczy, które jestem w stanie ogarnąć. Gorzej gdy sama czuję, że nie daję rady i miałabym ochotę - jeśli nawet nie zrzucić na kogoś swoich problemów, to przynajmniej się nimi podzielić i usłyszeć jakąś radę, jakieś słowa świadczące o tym, że nie jestem obojętna, że ktoś mnie wysłuchał a nie bujał w obłokach w oczekiwaniu aż skończę. Ech, chyba powinnam sobie wytatuować w widocznym (dla mnie) miejscu coś w rodzaju: "Umiesz liczyć, licz na siebie". Opcjonalnie zmienić grono przyjaciół i znajomych.

A'propos pomagania, właśnie dzwoniła koleżanka powiedzieć, że jej biuro rachunkowe źle ją rozliczyło trzy miesiące temu i dostała powiadomienie ze skarbówki o wszczęciu postępowania. Prosiła czy mogłabym do niej wieczorem wpaść pogadać, doradzić i pomóc znaleźć jakieś inne dobre biuro rachunkowe, najlepiej w okolicy. No i co ja mam zrobić? Powiedzieć, że ostatnio nie miała dla mnie czasu, więc ja tym razem nie mam go dla niej? Zresztą nie było to raz. Byłoby to niewątpliwie szczere, ale... Czy może przyjąć jej strategię i poinformować o wielu sprawach do załatwienia, które nie pozwalają mi na pomoc. Nie byłoby to szczere, ale ogólnie przyjęte. Czy mimo wszystko iść jej pomóc? Póki co powiedziałam, że jestem w pracy i nie mogę teraz rozmawiać, i że oddzwonię później. Co jest akurat prawdą, bo mamy zakaz załatwiania w pracy prywatnych spraw. Ups :)

Ciężki dzień

widzimniesie

Dziś mam ciężki dzień. A wszystko przez to, że... zapomniałam śniadania do pracy. Jedyne pocieszenie, że za 20 minut stąd wychodzę. Jeszcze kilka miesięcy temu można było bez problemów wyjść z pracy i sobie coś kupić. Ale nastało nam nowe dyrektorstwo i już nie można. W sumie na dobre mi to wyszło - i z finansowego punktu widzenia i ze zdrowotnego i na wadze mam mniej :) Bo zwykle jednak kupowało się jakieś drożdżówki, cebulaki, pizzerki, itp. Niestety dziś moje pyszne śniadanko: kanapka i sałatka ziemniaczana zostały sobie w kuchni na blacie... A mi kiszki marsza grają. Nie mam pojęcia jak dzieci to robią, że często przynoszą śniadanie z powrotem do domu, nie podjadając w zamian niczego, mimo że w weekend i w ogóle w dni wolne potrafią pochłonąć ogromne ilości jedzenia... 

No to tyle.

Moje ostatnie odkrycie

widzimniesie

Moje ostatnie odkrycie to nowa trasa rowerowa. Nowa dla mnie, bo oczywiście nie pachnie już nowością, nawet na odcinku ścieżki rowerowej, ale znajduje się w okolicy, w którą się nigdy nie zapuszczałam. Po prostu kiedyś, dawno, dawno temu pojechaliśmy tam samochodem przez przypadek, ale po ok. 200-300 metrach droga nagle się kończyła, więc na wiele lat o niej zapomniałam. W zeszłym tygodniu dojechałam do skrzyżowania, w którym owa droga się zaczyna z zamiarem zawrócenia, a tu patrzę - piękna ścieżka rowerowa ukryta "w krzakach" (niemalże dosłownie). Pojechałam nią. Okazała się nie taka nowa, ale jeszcze w całkiem rześkim stanie. Wyszło na to, że drogę pociągnęli dalej, przerzucili most nad rzeką i w ten sposób połączyli dwa osiedla. Przy okazji zrobili długą drogę rowerową, a ponadto nad rzeką wypatrzyłam świetną ścieżkę. Wiecie, taką po łące, z jednej strony rzeczka, z drugiej przyroda :) Oczywiście nie mogłam odpuścić i pojechałam tam. Wróciłam... cała pogryziona i oblepiona, bo zapomniałam, że mnóstwo przedstawicieli przyrody rzuca się na żółte kolory, a ja wybrałam się w żółtej koszulce... No więc oblepiły mnie żółtolubne robale i jakieś niezidentyfikowane, które strasznie gryzą. Nie wiem czy też lubią ten kolor czy po prostu im się napatoczyłam, więc skorzystały z okazji... Na szczęście miałam w domu fenistil, bo bez niego trudno by było wytrzymać.

A popołudniami w najbliższych dniach chcę wykorzystać piękne słoneczko i się trochę opalić. Nie za dużo, bo szkoda skóry, a poza tym mocna opalenizna mi się nie podoba, ale chciałabym trochę przybrązowić nogi :)

Lato, lato, lato... :)

Nieźle dziś wieje

widzimniesie

Obserwując dzisiejszą pogodę zdecydowanie mi wychodzi, że na rowerze dziś nie pojeżdżę. Dałoby się jak najbardziej na desce z żaglem, ale nie potrafię. Wichurę mamy jak rzadko kiedy. Wychodzi na to, że dla rozruszania się najlepszy będzie dziś basen, bo nie sądzę, żeby się do wieczora uspokoiło.

Dziecko wróciło wczoraj z wycieczki. Z mizernych informacji jakie udało mi się wyciągnąć wynika, że było fajnie, pensjonat mu się podobał, pokoje też, okolica ciekawa, chociaż za dużo było zwiedzania, a za mało czasu na zabawę... A mi się to zwiedzanie wydawało właśnie najciekawsze. Program był wręcz idealnie dopasowany do moich zainteresowań. Aż miałam ochotę pojechać jako opiekunka grupy, ale pomysł przestraszył moje dziecko nie na żarty, że mu siary narobię, więc odpuściłam. Zapytałam go jak duży był pokój, w którym spał. Dowiedziałam się, że "taki sobie" (pojęcie mocno niedookreślone) i że było tam jedno łóżko... Zdziwiłam się, że zorganizowali im w tej cenie (dość niskiej) pokoje jednoosobowe, ale okazało się, że to było łóżko piętrowe 3 osobowe, a do pokoju trafił z kolegą, którego nie znosi, więc w sumie taki wycieczkowy standard. Najważniejsze, że pogoda dopisała. Nawet się trochę opalił. No i nie przywiózł śmierdzących, mokrych ciuchów wciśniętych do jakiegoś worka, jakie czasem przywozi z wycieczek. Ba, czasem nawet zdążą spleśnieć.

Marzyło mi się wysłać go w czasie wakacji do Anglii na obóz językowy. Zaprotestował, że absolutnie nie pojedzie, bo raz, że za daleko, a dwa, że boi się, że się nie dogada. I na nic się zdały zapewnienia, że to najlepszy sposób nauki, a w razie czego będę tam również osoby z Polski, łącznie z opiekunem grupy. Nie i koniec. Plus jest jednak taki, że przy okazji poczuł potrzebę podszlifowania języka (zwłaszcza w rozmowach) i zgodził się na korepetycje z native speakerem w przyszłym roku szkolnym. A przez wakacje muszę mu wprowadzić dyscyplinę nauki i powtarzania słówek. Co prawda jest już w wieku, w którym powinien ćwiczyć samodyscyplinę i walkę z lenistwem, ale do tego niestety jeszcze nie dorósł.

© Widzi mnie się
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci